Menu Zamknij

Pamięć o Synagodze

Synagogę pamiętam jeszcze jako ruinę. Spoglądałem na nią często z okna klatki schodowej w kamienicy, w której mieszkał mój dziadek, a w której dziś znajduje się Mleczarnia na ulicy Włodkowica. W latach 80. i 90. przy każdej wizycie witał i żegnał nas na ten sam zaokienny krajobraz: smutny kasztanowiec, zaś w tle odarty z tynku, nadpalony front Synagogi z powybijanymi szybami.

Albert Miściorak

Nie pamiętam, aby dziadek opowiadał nam kiedyś o Synagodze. Było za to dużo opowieści o powstaniu warszawskim, w którym uczestniczył jako 24-letni strzelec (o pseudonimie „Miś”). Być może ruina była dla niego codziennym elementem pejzażu i stała się po prostu niewidoczna, mimo, że  Żydzi byli obecni w jego życiu bardzo mocno. Z sąsiadem z parteru, Jakubem Rotbaumem, reżyserem teatralnym, pracował razem w Teatrze Polskim i grał w szachy na placu Wolności. I właśnie od dziadka dostałem dziennik „Dżuma w mieście Breslau” Waltera Tauska, w którym po raz pierwszy przeczytałem o zniszczeniu tej Synagogi w 1938 roku podczas nocy kryształowej oraz spaleniu Nowej Synagogi na ulicy Łąkowej.

Akcja niszczenia budynku przy Włodkowica nie została przez hitlerowskich bojówkarzy dobrze przemyślana. Najpierw rzucili się, aby spalić synagogę, lecz szybko zrozumieli, że płomienie mogą objąć sąsiednie budynki i rozprzestrzenić się na okolicę. Zdemolowali więc wnętrze: wydarli ze ściany srebrną szafę ołtarzową, a zwoje Tory podarli na strzępy. Potem ruszyli na pobliskie żydowskie sklepy i mieszkania, co relacjonował we wspomnianym dzienniku Tausk,  48-letni żydowski kupiec i nie do końca spełniony pisarz.

Po zakończeniu wojny do budynku wprowadziła się milicja przemysłowa (przyjmowani byli do niej też Żydzi), której zadaniem było zabezpieczanie fabryk. Później, po otrzymaniu zgody ówczesnego Prezydenta Wrocławia, Aleksandra Wachniewskiego, synagoga została prowizorycznie odremontowana i przystosowana do nabożeństw.

W latach 60. budynek znów stał się obiektem antysemickich ataków. Wybijano szyby, włamano się na strych i skradziono modlitewniki. Milicja nie reagowała, zaś ówczesne władze miasta nie chciały pomóc – mimo próśb o udzielenie pomocy w odremontowaniu synagogi. Z 1963 roku pochodzi taki opis: 

Synagoga znajduje się w takim stanie, że grozi całkowite zniszczenie budynku, a obecny jej stan i wygląd wywołuje bardzo przykre wrażenie na osobach uczęszczających na nabożeństwa. Sufit synagogi wali się, większość szyb jest powybijanych, tynki ze ścian odpadają, budynek niszczeje do reszty i grozi mu całkowite zgrzybienie.

Lata 70. i 80. to okres dalszego popadania budynku w ruinę. Strawiły go dwa pożary i wciąż nie było funduszy na remont. Na początku lat 90. pozostałości Synagogi kupił prywatny przedsiębiorca, który jednak nie przeprowadził żadnych prac remontowych. Dopiero w 1996 roku rozpoczęto pierwszy etap prac remontowych sfinansowanych przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej. Najpierw przykryto ruinę dachem, uporządkowano wnętrza oraz opracowano szczegółowe plany renowacyjne. Następne lata przyniosły kolejne remonty. Ponowne otwarcie Synagogi pod Białym Bocianem nastąpiło 6 maja 2010 r.

Moje wspomnienia dotyczą ostatniego okresu ruin – tych zupełnie nie romantycznych, nie będących metaforą przemijania, znikomości człowieka wobec destrukcyjnej działalności czasu i natury, lecz raczej jego skłonności do destrukcji, obojętności i przez to wzbudzających nastrój przygnębienia, w którym wyobraźnia się zniechęca i przed którym kapituluje.

Na szczęście, dzięki sile tradycji i wspólnoty, ten jeden z wielu znaczących budynków we Wrocławiu nie podzielił losu innych przedwojennych obiektów, które bezpowrotnie zniknęły z krajobrazu naszego miasta. Dlatego ­­warto świętować Jubileusz ponownego otwarcia Synagogi Pod Białym Bocianem oraz zobaczyć towarzyszącą wydarzeniu wystawę “20 kadrów sprzed 30 lat”, która odbędzie się w tę środę, 6 maja.

Źródła: www.sztetl.org.pl, wyborcza.wroclaw.pl
Fot.: Fundacja Bente Kahan

Zmiana rozmiaru czcionki
Zmiana kontrastu
Przewiń do góry